Swobodna wędrówka po zaułkach pamięci – wijące się bez końca alejki, nagle skręcające gwałtownie czy rozwidlające się bez ostrzeżenia, czasem okazują się ślepą uliczką, a czasem prowadzą w zupełnie niespodziewanym kierunku. Nie jest wcale łatwo wejść do świata „Nieradości” – narracja jest bardzo gęsta, nielinearna, rwana, a umysł i wyobraźnia płatają różne figle; myśli przeskakują, wracają; pamięć zawodzi, myli tropy, chwilami przywołuje obrazy ostre i nasycone, a za chwilę rozmywa wspomnienia. Zdarzają się małe zachwyty, złapane w przelocie chwile, w których jest jakieś nie do końca dające się zdefiniować piękno czy wzniosłość, ale bywa też zwyczajnie brzydko, szaro, zupełnie nijako.

Podobnie jak miało to miejsce w przypadku „Mikrotyków”, bardzo urzeka mnie bezpretensjonalność „Nieradości”. Nie ma tu ambicji przekonania czytelnika do jakichś swoich racji, nie ma misji, przytłaczającego ciężarem przekazu. Co zatem – poza niewątpliwym pięknem fraz, niezwykłym rytmem i melodią opowieści – niesie nowy zbiór Sołtysa? Wytchnienie od pędu. Zatrzymuje w pół kroku nad stygnącą kawą, spóźnionym autobusem, zaległym rachunkiem, terminarzem wypełnionym po brzegi, ratą kredytu i sprawozdaniem na wczoraj; jest wycieczką do miejsc wyobrażonych i wykreowanych, które mogą niepostrzeżenie zachęcić do błądzenia wśród plątaniny zakamarków własnej pamięci i świadomości.

Wiąże się z tym oczywiście pewne ryzyko. Oderwanie się i wyciszenie pozwala napłynąć różnym wspomnieniom i powidokom, również tym, które wywołują uczucia dalekie do pogodnej nostalgii – wszelkim naszym podłostkom, zawstydzeniom, ukłuciom. I o tym też jest „Nieradość”; Sołtys jest mistrzem emocjonalnych niuansów i subtelności. Zbiera skrawki i okruchy życia we wszystkich jego kolorach, a potem – dzięki ogromnemu językowemu kunsztowi, którym jestem absolutnie zachwycona – oddaje ich przeróżne odcienie i półtony.

 Mimo swobody błądzenia po zakamarkach pamięci i pozornego chaosu obrazów, który daje wręcz czasem wrażenie półsennych majaków, jest kilka nitek łączących opowieści w spójną całość. Niemal wszystkie historie przenika świadomość niemocy i bezpowrotności, której towarzyszy ulotne i niedopowiedziane poczucie braku.  W narracji Sołtysa wybrzmiewa też rezygnacja i melancholia, jakby wszelki bunt i niezgoda na to, co uwiera, już się wypaliły i pozostała jedynie akceptacja „nieradości” jako dominującego stanu ducha i determinanty postrzegania rzeczywistości. Jednocześnie brak tu jakiegoś cyniczno-nihilistycznego rysu, jest za to sporo empatii i czułości (dokładnie w takim znaczeniu, jak określiła wczoraj Olga Tokarczuk: „głębokiego przejęcia się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu”) dla swoich bohaterów, którzy bywają na różne sposoby krusi, słabi – trochę niedzisiejsi, czasem zagubieni, nie do końca odnajdujący się w rzeczywistości, wciąż „kilka akapitów temu”.

„Mikrotyki”, mimo tytułowej krótkiej formy, były niezwykle esencjonalną, wymagającą lekturą, której szkodził pośpiech i brak skupienia. Podobnie jest w przypadku tych miniatur – zanurzenie się w strumieniu słów, skojarzeń i metafor wymaga wysiłku i uwagi. Jednak jeśli akurat macie dosyć bycia najlepszą wersją siebie i zmianą, której pragniecie,  a wolelibyście raczej być „wreszcie bardziej sobą” i marzycie o tym, żeby – zamiast odtrąbić kolejny sukces – uciszyć szum we własnej głowie, a następnie tę głowę schować pod koc, to „Nieradość” jest dla Was. Ten koc co prawda trochę dusi, a trochę drapie, ale ogrzewa i na moment otula, pozwalając zatrzymać się na chwilę i wziąć głębszy wdech, zanim znowu dopadnie nas zgiełk.

„Nieradość”, Paweł Sołtys, Wydawnictwo Czarne, 2019

Tags:

1 Comment

  1. Ciekawa ksiązka, ale wymaga skupienia. Operowanie językiem metafor w takim nagromadzeniu może wygenerować w czytelniku całkiem nowe treści, niż te, które autor miał na myśli,,,Myślę, że każdy jest sobą, przed sobą nie ucieknimy. Zwłaszcza pod kocem…Jeśli już ogarnie nas nieradność na otaczającą rzeczywistość, to nie powinniśmy opuszczać rąk! Już samo uświadomienie nieradności powinno instynktownie uruchomić w nas radność…
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *