W recenzjach „27 śmierci Toby’ego Obeda” (Dowody na Istnienie) słowo „wstrząsający” odmieniono już przez wszystkie przypadki. Jak inaczej określić portret aparatu systemowej, wieloletniej, bestialskiej represji, krzywdzącego najmłodszych w każdy możliwy sposób pod płaszczykiem „edukacji”?

Reportaż Joanny Gierak-Onoszko w istocie jest wstrząsający, dotyka takich potworności, że nawet bez nadmiernego epatowania i bez eksploatowania krzywdy bohaterów – za co ukłon w stronę autorki – odczuwa się jego ciężar wręcz fizjologicznie. Jednak nie w tym tkwi jego siła i wyjątkowość. O przemocy wobec dzieci powstało wiele pamiętnych reportaży, dotykających przeróżnych wymiarów tego zjawiska – od tła rodzinnego (choćby “Śliczny i posłuszny” Mariusza Szczygła ), przez instytucjonalne („Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” Justyny Kopińskiej), po mechanizmy społeczno-ekonomiczne („Był sobie chłopczyk” Ewy Winnickiej), czy też kulturowe uwarunkowania zmowy milczenia („Jutro przypłynie królowa” Macieja Wasielewskiego). Gierak-Onoszko idzie o krok dalej. Poza analizą mechanizmów, które umożliwiły tak niewyobrażalne natężenie sadyzmu i okrucieństwa, a jednocześnie zapewniły sprawcom bezkarność, mnóstwo miejsca autorka poświęca skutkom i reperkusjom tych zdarzeń oraz towarzyszącym im emocjom i stanom. Uderzył mnie zwłaszcza powtarzający się motyw bezradności: dzieci wobec oprawców, poszukujących sprawiedliwości wobec systemu, pokrzywdzonych wobec własnej traumy, obciążeń i ran, wreszcie człowieka wobec natury. Równie istotny wątek wychodzący poza kwestię doznanej przemocy, to przebieg procesu pojednania – uznania win, zadośćuczynienia, wybaczenia, odkupienia, przepracowania traum – oraz nieodwracalność krzywdy.

Każdy z tych wątków rodzi kolejne pytania, odsłaniając inne nieszczęścia i dramaty – niczym upiorna matrioszka, kryjąca kolejne zbrodnie i przewiny, nawarstwione przez lata zaniedbań, konfliktów i nierównego traktowania – których historia sięga wczesnego europejskiego osadnictwa na ziemiach Pierwszych Narodów. Gierak-Onoszko odsłania karty historii Kanady, które mogą być zupełnie nieznane polskiemu czytelnikowi – w naszej zbiorowej świadomości ten kraj jawi się raczej jako kraina tolerancji, dobrobytu i powszechnej szczęśliwości (co idealnie obrazuje świetna okładka). Jednak kolonialne dziedzictwo Kanady wymaga zmierzenia się z faktem, że osadników i ludność rdzenną dzieliły różnice kulturowe tak fundamentalne, że w sytuacji, gdy jedna ze stron kierowała się wyłącznie swoim merkantylnym interesem, porozumienie i koegzystencja stała się niemożliwa bez krzywdy drugiej strony. Kolejny temat to przemoc wobec kobiet, zrodzona z osadniczych fantazji, wpisywania rdzennej tradycji w dyskurs „rozpustnej dzikuski i świętej ladacznicy” m.in. przez kościół katolicki głoszący nauki, do których nie przystawały algonkińskie obyczaje. Jest też pudrowanie krzywd mitem „Kanady wspaniałej” – otwartej na inne kultury, chętnie przyjmującej imigrantów, a jednak niepotrafiącej poradzić sobie ze spotworniałym dziedzictwem polityki traktowania rdzennej ludności już nawet nie jak obywateli drugiej kategorii, ale jak pozbawioną ludzkiej godności masę – a w najlepszym wypadku pozbawione własnej tożsamości źródło taniej siły roboczej. Na koniec mamy obraz urzędniczej niekompetencji, która uniemożliwiła części ofiar dochodzenie swoich praw przed sądem i pogrzebała szansę uzyskania rekompensat pozwalających na podjęcie choćby próby poskładania rozbitego życiorysu – o zadośćuczynieniu nie wspominając.

Jednocześnie, co początkowo wydaje się niewiarygodne, biorąc pod uwagę kaliber sadyzmu i niesprawiedliwości – są w tej historii pewne optymistyczne tony: ocaleńcy, którym udało się przerwać krąg przemocy i cierpienia, lub odzyskać spokój i znaleźć ukojenie w gestach i deklaracjach (choćby symbolicznych), których państwo kanadyjskie nie unika; prężnie działające organizacje i ruchy oddolne skupione na pomaganiu pokrzywdzonym odnaleźć sposób leczenia swoich ran. Wreszcie, co chyba najważniejsze: odejście od narracji kolonizatorów – białych Europejczyków – i oddanie głosu Pierwszym Narodom, które mogą wreszcie opłakać swoje utracone dziedzictwo. Poza tym fakt, że proces pojednania tak naprawdę nigdy się nie kończy, przebija się w Kanadzie do publicznej świadomości. Jeżeli istnieje jakakolwiek droga odkupienia krzywd tak ogromnych, to wierzę, że prowadzi ona właśnie w takim kierunku.

Joanna Gierak-Onoszko napisała na FB, że czeka na krytyczną recenzję swojej książki. Z niekłamaną przyjemnością stwierdzam, że również ja zawiodę to oczekiwanie. Ogromne brawa za szacunek dla swoich bohaterów – za to, że nie traci ich z oczu, za wrażliwość na granice ich prywatności. Ukłon za wnikliwość i drobiazgowość w relacjonowaniu faktów i analizowaniu materiałów źródłowych oraz udźwignięcie tak wielu trudnych wątków: etnicznej tożsamości, systemowej opresji, zderzenia kultur, słabości mechanizmów wymiaru sprawiedliwości, a także za odczarowanie mitu Kanady przy jednoczesnym „sprawiedliwym i uważnym rozłożeniu akcentów”.

„27 śmierci Toby’ego Obeda”, Joanna Gierak-Onoszko, Dowody na Istnienie, 2019

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *