„Ze sporą przykrością, bo przecież #teamszczepan, ale dla mnie jest to w pewnym sensie rozczarowanie roku. Czyta się doskonale – wiele stron, ustępów, nawet pojedynczych zdań kilkakrotnie, dla samej przyjemności obcowania z – jak zawsze – świetnie, barwnie i ekspresyjnie opowiedzianą historią, ale (oczywiście wyłącznie w moim, czysto subiektywnym odbiorze) zabrakło jakiegoś charakterystycznego rysu – takiego jak nieoczywistość i przewrotność „Morfiny”, czy gęstość i wielopoziomowość „Dracha”. Myślę też, że nie robi „Królestwu” dobrze obwołanie kontynuacją „Króla” – jest w tym jakaś wtórność i jakiś fałszywy ton: aktorzy ci sami, opowieść trwa, ale ani to już ballada warszawska, ani opowieść pikarejska, a jednocześnie całość sprawia wrażenie, jakby ktoś próbował zrobić z „Bękartów wojny” kino moralnego niepokoju. Na pewno warto dla języka, dla narracji, dla porażających (choć czasem aż nazbyt), sugestywnych obrazów, dla wątków pobocznych, które dla mnie stanowią największy atut i niewykorzystany potencjał tej książki (choćby historia Mirona Maslanczuka), ale pozostaję w żalu jednak i w dużej mierze zgadzam z wieloma spostrzeżeniami recenzji Maciej Jakubowiaka w Dwutygodniku.” Tak pisałam o „Królestwie” w zeszłym roku, świeżo po premierze. Dziś do tamtej recenzji dodałabym zastrzeżenia do zakończenia, z dwóch powodów. Po pierwsze, proza Twardocha doskonale broni się sama, co autor udowodnił w „Morfinie” i „Drachu” i nie potrzebuje do tego tanich emocjonalnych chwytów, z czym niestety mamy w „Królestwie” do czynienia. Co gorsza, czuć wtórność – nie chcę zdradzać zbyt dużo tym, którzy ostatniej powieści Twardocha jeszcze nie czytali, więc powiem tylko, że dla mnie za wiele tu podobieństw, odwołań i skojarzeń z wcześniejszymi literackimi ujęciami holokaustu, zwłaszcza z klasykami tej tematyki – choćby z historią mieszkającego na Brooklynie pisarza, który poznaje Polkę ocalałą z nazistowskiej machiny śmierci i jej partnera, intelektualistę żydowskiego pochodzenia (przy czym akurat tę amerykańską powieść uważam za znakomitą i pozbawioną wad “Królestwa”).

Jeśli chodzi o Nike, to bardzo kibicowałam nominacji „Dracha”. (W)teraz tego nie zrobię. Liczę też, że najlepsza powieść Twardocha wciąż jeszcze przed nim.

„Królestwo”, Szczepan Twardoch, Wydawnictwo Literackie, 2018

Tags:

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *